|
Słysząc "czarownica" - dzisiaj od razu pojawia się nam uśmiech na
twarzy i bardzo humorystycznie traktujemy ten temat. Kiedy mówimy "ona
to jest czarownica" - myślimy o kimś źle, że ów ktoś jest nienawistny,
zły, wstrętny.
Temat czarownic wcale nie jest ani śmieszny, ani łatwy.
Materiału na ten temat jest tak wiele, że znalazło by się na kilka
solidnych książek badających kim były czarownice, wiedźmy i
czarnoksiężnicy/diabły.
Od razu przychodzi Nam na myśl stara wiedźma latająca na miotle. Taka
jak z powyższego obrazka: haczykowaty nos i cienka ostra broda,
szkaradny lub diabelski wygląd, spiczasty kapelusz (taki jak u
czarnoksiężników i magów).
Dzisiaj czarownice przedstawia się w pop-kulturze dosyć groteskowo i
raczej z duchem czasu, niż zgodnie z realiami. Dzisiaj wiedźma przybrała
w filmach postać seksownego wampa, tajemniczego, ale pociągającego,
mistycznego i satanistycznego, okultystycznego - czego przykładem jest
poniższy rysunek dzisiejszego wizerunku seksownej wiedźmy z tajemniczymi
medalionami na szyi i tatuażami (kliknij na obrazek).

Nie ma on nic wspólnego z rzeczywistością. Faktyczny temat wiedźm, ich
konszachtów z diabłem (czyli ufonautami) jest o wiele bardziej ponury,
przerażający ale także tragiczny. NIE wszystkie czarownice były złe.
Temat, który poruszam jest trudny. Z prostego powodu: jest tak wiele
mitów, legend, nieprawd i zakłamań w tym temacie, że głowa boli.
Powodem, dla którego ten temat jest trudy wynika z ilości dziedzin,
które są wrzucone do jednego kociołka - które są pogmatwane i
pomieszane.
Wymieńmy te dziedziny:
- Faktyczne czarownice (tj. ufonautki, które operowały
na Ziemi)
- Mitologizacja i ośmieszanie tematu (zamiast rzetelnych badań)
- Tępota ludzi średniowiecza i ich zaślepienie nienawiścią (co
skutecznie pomieszało fakty z krzykliwym odbiorem społecznym i
"pompowaniem" opowieści", nienawiścią i jednocześnie
strachem.
- Ziemskie kobiety zmanipulowane przez ufonautów/diabłów (tj.
zafascynowane możliwościami sztuczek technologicznych i "magii")
- Sprowadzenie tematu przez wieki do banalnych legend i "lukrowanie"
tematu poprzez popularyzowanie kultury i stępienie jej.
Pomieszanie niewiedzy (czy jednak takiej niewiedzy, jak się to
popularnie sądzi, to nie jestem pewien, ale o tym poniżej), przemożnego
strachu przed Inkwizycją i ogólna ciemnota ludzi przełożyła się na
ogólny wizerunek ludzi średniowiecza (patrzymy pod kątem wiary w
czarownice i diabły).
Niniejszy artykuł pisany jest z myślą o zapoznaniu Państwa z
metodami, jakie poznali ci podobno ciemni średniowieczni ludzie i
ówcześni naukowcy (Inkwizycja, kapłani, uniwersytety) badali temat
"diabelskich sztuczek".
Otóż dzisiaj, bazując na wiedzy KDG i teorii Jana Pająka - może nie
wszystko, ale bardzo wiele z tych "mitów" i zapisków z tamtych wieków,
zaskakuje precyzyjną wiedzą dotyczącą ufonautów, ich mentalności.
Oczywiście, wtedy ufonauci jeszcze pół-oficjalnie pokazywali się ludziom
pod postaciami, które później zostały nazwane diabłem i czarownicami.
Jednak naturalność, z jaką ówcześni ludzie przyjmowali to wierzenie w
czarownice, jest tak, jak dzisiaj mamy telewizory, polityków czy
terroryzm. Czy ktoś z Państwa widział terrorystę? NIE? To dlaczego
wierzycie, że istnieją? Bo (i tutaj podadzą Państwo przykłady) mamy
dowody ich działalności: egzekucje uprowadzonych, wybuchające bomby,
terrorystów w tajnych więzieniach, itd. Media przecież o tym mówią. No
właśnie - ale nie widzieliście Państwo żadnego?
Gdybym był cyniczny, mógłbym powiedzieć śmiało, że znalazłby się
ktoś, kto udowodniłby Państwu nie istnienie terrorystów, wykorzystując
do tego żelazną logikę. Mógłby np. powiedzieć Państwu, że istnienie
terrorystów jest podtrzymywane przez ośrodki władzy na świecie, którym
zależy aby istnieli, żeby ciągle utrzymywać wojnę w toku. Że na WTC nie
napadli żadni terroryści - a byli tylko sztucznie wykreowanymi
marionetkami na potrzeby wielkiej polityki. I co z tego? Ano nic. Bo
"media podały" na całym świecie że jest tak i tak - i Państwo w to
wierzycie. Ale tylko kilkuset ludzi na świecie widziało prawdziwego
terrorystę. A wierzą miliardy.
A teraz wyobraźcie sobie Państwo, że na dowód istnienia diabłów jest
więcej faktów, metod weryfikowalnych i więcej ksiąg oraz rozpraw
quasi-naukowych, niż o terrorystach. Wtedy co prawda, nie było mediów -
ludzie z ust do ust przekazywali sobie wiedzę (niestety czasem
podkoloryzowaną), która po latach musi zostać chociaż po części
odkłamana.
Szokująco można stwierdzić, że średniowieczni ludzie przeciętnie
wiedzieli o ufonautach/diabłach więcej, niż przeciętny człowiek dzisiaj.
Niestety, brak wiedzy na tym poziomie co My dzisiaj sprawił, że wiele
rzeczy zostało na własną modłę przeinaczonych, przekręconych lub po
prostu dopisanych.
Zajmiemy się najpopularniejszym aspektem
tamtych czasów - wiedza o czarownicach, palenie na stosie,
metody za pomocą jakich wykrywano czyjeś spiskowanie z diabłem.
Jak sprawdzano Czarownice.
- Próby wagi ciała. Ówcześnie opierano się na przekonaniu,
że czarownice są dużo lżejsze od człowieka, bo diabeł czarami
sprawił, że są prawie pozbawione ciężaru. Domniemaną czarownicę
rozbierano do naga, po czym położna sprawdzała, czy nie ma ukrytego
ciężaru w miejscach intymnych. Ta sama procedura była w wypadku
mężczyzn oskarżonych o czarnoksięstwo. Oskarżonych konfrontowano ze
specjalnymi tabelami - jeśli oskarżony ważył mniej, był skazywany. W
niderlandzkim mieście Oudwater znajduje się słynna waga i tabele,
którymi porównywano ciężary. Ludzie wówczas drzwiami i oknami walili
do Oudwater, żeby dać się zważyć - bo pieczęć z Oudwater była polisą
w razie ewentualnego oskarżenia - Inkwizycja w całej Europie
uznawała taką osobę z góry za niewinną. Nawet parodia Monty Pythona
w filmie odnosiła się do czarownicy, która była lżejsza od kaczki.
Wyjaśnienie wagi ciała.
Dzisiaj wiemy, że UFOnauci używają
wszczepionych w ciało miniaturowych napędów telekinetycznych - co
sprawia, że tak wyposażeni ufonauci po prostu ważą albo zero (nic) albo
ich waga jest bardzo nieznaczna (gdy ciało migota telekinetycznie - na
ułamek sekundy staje się jakby wzorem energetycznym w następnej chwili
normalnym ciałem fizycznym - i tak kilkadziesiąt lub kilka tysięcy razy
na sekundę). Telekineza jest to po prostu nierytmiczne pulsowanie pola
magnetycznego, które pobiera ciepło z otoczenia. Ówcześni ludzie
doskonale zdawali sobie sprawę, że diabły/czarownice miały właśnie te
napędy włączone niemal cały czas, gdyż nie czuły się bezpiecznie - a
wiadomo, że każdy mógł z ukrycia wypuścić śmiertelną strzałę z łuku - np.
jakiś lokalny fanatyk. Tymczasem przy włączonym trybie taka strzała po
prostu przeniknęłaby ciało delikwentki bez uszczerbku.
-
Próba wody. W ten sposób najczęściej sprawdzano,
czy osoba jest czarownicą. Ręce wiązano w kozła (lewa ręka do prawej
nogi i prawa ręka do lewej nogi) i spuszczano do wody (rzeki,
stawu). Jeśli kobieta się topiła - była człowiekiem. Jeśli unosiła
się na wodzie - była czarownicą i szła na stos. Dzisiejsi "naukowcy-przemądrzałki"
uważają, że jeśli się nie topiła, to dlatego, że ówczesne bufoniaste
suknie i ubiór po prostu napełniał się bąblami powietrza i to
dlatego ktoś się unosił na wodzie. Otóż nie. Właśnie dlatego, że
wówczas operowało naprawdę bardzo wielu ufonautów. Niestety, biedne
kobieciny, które utopiły się - co prawda były wyzwolone od zarzutów
a ich rodziny mogły powrócić na łono kościoła i były oczyszczone. Co
z tego, skoro ktoś został zamordowany.
Wyjaśnienie próby wody.
Tutaj dokładnie tak samo jak powyżej: tylko i
wyłącznie technologia rzekomych diabłów sprawiała, że czarownice (bądź
to ufonautki, bądź ziemskie kobiety wyposażone przez ufonautów w
sprzęt). Faktyczne czarownice (czyli ufonautki) nie obawiały się, że
zostaną ujawnione, przecież i tak w ostatniej chwili bardzo wiele z nich
po prostu albo uciekało z więzienia (po prostu przechodziły przez mur w
nocy) albo na oczach zdumionego tłumu wznosiły się w powietrze lub
znikały przed podpaleniem stosu - co bardzo mocno utwierdzało Inkwizycję
i tłum w istnieniu czarownic. Faktycznie, to utopiono i spalono same
niewinne osoby. Prawdziwi ufonauci i czarownice zawsze uchodziły z
życiem.
- Próba igły. Uważano, że szatan zwodząc kobietę
dawał jej znamię, które było nieczułe na nakłuwanie igłą. Znamienia
szukano w miejscach intymnych lub za uchem, pod językiem, etc.
Zazwyczaj jednak nakłuwano bardzo wiele miejsc na ciele
nieszczęśnika.
Wyjaśnienie próby igły.
To szokujące, że ludzie 500 lat temu wiedzieli to, co stwierdza
dzisiaj m.in. prof. Pająk i inni badacze. Że ufonauci/diabły są dużo
bardziej nieczuli na ból. Ówcześni ludzie w jakiś sposób się tego
dowiedzieli i postanowili to wykorzystywać w badaniu czy ktoś
spółkuje z szatanem. Dzisiaj wiemy, że ufonauci mają o wiele
mniejszy poziom uczuć - dlatego oryginalnie faktycznie, gdyby wbito
igłę niespodziewanie w ciało prawdziwej czarownicy, ona nie
odczuwała ukłucia tak mocno, jak człowiek. Niestety, głupi "święci"
Inkwizytorzy najpierw torturowali delikwenta, przypiekali,
przykręcali - a potem wbijali igiełki. Umęczone ciało torturowanego
człowieka raczej nie zareaguje normalnie po dawce tortur na igłę
tak, jak normalny człowiek.
Wyjaśnienie próby łez.
Tak jak z próbą igły. Dużo mniejszy poziom uczuć sprawia, że ufonautki
zachowują się obojętnie, nie potrafią okazywać uczuć, cierpienia i
radości. Dlatego obserwacje (i słuszne!) ówczesnych zakładały, że
czarownice nie potrafią płakać.
- Próba ognia. Osoba badana musiała przejść
pomiędzy dwoma zapalonymi stosami drzew lub po rozżarzonych węglach.
Jeśli nie miała poparzeń - była czarownicą.
Wyjaśnienie próby ognia.
Tutaj niestety mechanizm telekinezy nie pomaga, gdyż samo migotanie
telekinetyczne, co prawda chroni od pocisków i noży - ale nie od ognia -
po prostu taka osoba gdyby wleciała napędem w ogień spaliła by się
od wewnątrz (zamiast od zewnątrz, jak normalnie). Dlatego też zapewne
niewiele ufonautek było wyposażonych w napędy 3 generacji - tj. wehikuły
czasu. Tylko bowiem posiadanie komory oscylacyjnej 3 generacji, która
umożliwia przyspieszanie i opóźnianie pól czasowych (czas ma charakter
magnetyczny) umożliwiłby przejście pomiędzy ogniskami.

Proces słynnych Czarownic z Salem.
O co chodzi z tą całą magią, Inkwizycją, diabłami, czarownicami?
Dziś wiemy, że okres średniowiecza był okresem eksploatacji ludzkości
pół-jawnej. Wyrażało się to właśnie w sposobie manipulowania ludzkością.
UFOnauci instalując się na tylnych fotelach w religiach, królestwach i
ówczesnych aparatach władzy podjudzali, manipulowali i wzmagali
fanatyczną nienawiść i zaściankowość. Ze względu na śmiałe
zainteresowanie ówczesnych ludzi magią i później alchemią - ufonauci
postanowili zgnieść za pomocą instytucji kościoła katolickiego wszelkie
przeszkadzające im okupować ludzkość kierunki. Jedną z wytłumianych
dziedzin była właśnie najogólniej pojęta magia.
Ufonauci zdawali sobie sprawę, że za pomocą magii można osiągnąć
niektóre efekty i cele - jakie sami ufonauci osiągali za pomocą urządzeń
technicznych. Aby więc wytłumić i ośmieszyć tzw. "czary" - ufonauci
właśnie po to stworzyli cały potężny aparat naukowców (ówcześni kapłani
i duchowni byli najbardziej wykształconą częścią społeczeństwa - byli
pierwowzorem naukowców, którzy nakazywali i zakazywali co można badać i
w co można wierzyć a w co nie).
Specjalnie więc niektórzy ufonauci demonstrowali bardzo wielu ludziom
swoje możliwości (nazywano ich diabłami i szatanem) - aby utwierdzić
ludzi po pierwsze w przekonaniu, że faktycznie istnieją a po drugie, aby
uwiarygodnić w oczach badaczy Inkwizycji brutalne metody zwalczania
"diabła".
Oczywiście: wciągano zwykłych ziemian do tej spirali nienawiści i
mordu - szczególnie tych, którzy nie bardzo byli skłonni być katolikami
i chrześcijanami - a że taki diabeł umiał nie tylko przewidywać
przyszłość, ale dawał ludziom konkretne mierzalne (również ekonomiczne)
efekty. Wielu dało się skusić - co jeszcze bardziej determinowało
działania księży Inkwizytorów, aby popleczników szatana i jego samego
zgnieść.
Oczywiście, UFOnauci musieli się śmiać do rozpuku w swoich wehikułach
zawieszonych niewidzialnie gdzieś nad stosem, na którym płonęła ofiara
ich makabrycznego spisku przeciw ludzkości. Znając perfidię ufonautów,
mogło być i tak, że zakładali się, kto więcej uśmierci głupich ludzi -
swoisty turniej o głowy.
A że przy okazji UFOnauci ludziom naopowiadali banialuków o tym, że
jeśli zbierzesz podczas pełni jakiś kwiat, namoczysz go w krwi
nietoperza i spluniesz przez lewe ramię to osiągniesz jakiś tam cel. I
pełno innych podobnych bzdur. Ale kto by nie uwierzył, jeśli faktycznie
tak się stało! Tyle, że oczywiście za całym zamieszaniem stali ufonauci
doprowadzając swoimi działaniami do określonego finału - a to nie
zaklęcia i dość śmieszne czasem przepisy dostarczały odpowiedzi.
Diabły zdawały sobie sprawę, że prawdziwa magia polega na
ponadprogowych uczuciach, motywacjach i myślowych nakazach - dlatego aby
docelowo ośmieszyć i wpuścić w maliny bardzo chętnie propagowali różne
bzdury na temat magii.
Dodatkowo - dawali się fizycznie złapać, wtrącać do więzień a potem
aby utwierdzić ludzi w przekonaniu o szatańskości przechodzili przez mur
w nocy włączając migotanie telekinetyczne - pewnie dlatego też później
często rezygnowano z więzień, a sąd i kara odbywały się bardzo szybko.
Ciekawą rzeczą opisaną np. w Młocie na
Czarownice (polecam przeczytać, bardzo ciekawa naukowa
rozprawa ówczesnych czasów!) jest fakt zaciemniania prawdy o diabłach -
ufonauci często preparowali jakiś środek w postaci kremu/maści - który
dostarczali ludziom - ci zaś smarowali się nim i ponoć potrafili latać i
robić szatańskie sztuczki. Oczywiście to nie smarowanie maścią
powodowało latanie, a urządzenia, których ofiara nawet nie była świadoma
(wszczepiane do kości podczas uprowadzeń, gdzie następnie pamięć o
uprowadzeniu była wymazywana tak, jak jest do dzisiaj).
Ufonauci rozpętali piekło diabłów/czarownic i Inkwizycyjnych
"świętych" mordów w imię Kościoła - i dokładnie o to im chodziło. Efekt
jaki osiągnięto za pomocą tych działań jest prosty - do dzisiaj
prawdziwa magia, badana rzetelnie, naukowo (!) - jest niemożliwa do
zrealizowania. Ba. Większość ludzi w ogóle odrzuca jej istnienie, albo
sprowadza ją do słowa "abrakadabra". Z drugiej strony, mamy paniczny lęk
przed magią i jej wykoślawianie oraz demonizowanie - oczywiście, że
słusznie, jeśli bardzo znaczna część, którą wiemy o magii została celowo
wykrzywiona i właśnie zbrutalizowana przez UFOnautów - właśnie w celu
wzbudzania fanatycznego lęku kościoła i jego hierarhii - po części
przyznam, słusznie - magia bowiem wymaga najpierw odpowiedniego
przygotowania psychicznego i moralnego oraz zdobywania wiedzy małymi
krokami - bo może się okazać potężną bronią w rękach małpy. Niedawno
Nicolas Sarkozy, prezydent Francji oburzył się na sprzedawanie laleczek
voodoo ze swoją podobizną. A dlaczego? Otóż, po przekroczeniu pewnej
ilości ponadprogowych uczuć, takie laleczki mogą odnosić skutek.
Oczywiście, w 99,9% niewiedza jak ich używać i jak je uaktywnić
powoduje, że są bezużytecznym gadżetem. Jednak właśnie ze względu na to,
że dzisiaj faktycznie nie wiemy, jak to wszystko działa, jak
przeciw-świat odpowie na różne efekty i pytania - mamy po prostu za mało
wiedzy - radziłbym prezydentowi Sarkozy'emu zlikwidowanie tej zabawki
lub poproszenie o wstrzymanie produkcji.
Podsumowanie: średniowieczni
ludzie i kronikarze - wcale nie byli tacy głupcy i ciemni, jak to się
powszechnie mniema. Owszem, byli zaślepieni fanatyzmem, głupi - ale
dlatego, że dali się zwodzić misternym działaniom ufonautów - którzy
setnie się bawili mordując SAME niewinne istoty ludzkie, rękoma innych
ludzi. Ufonauci osiągnęli cel: po zaściankowym średniowieczu ludzie tak
znienawidzili magię, nauczyli się precyzyjnie ją wyśmiewać i dezawuować
(jednocześnie dla dzisiejszych ludzi nie jest dziwne i niezwykłe, że
Inkwizycja wymordowała setki tysięcy ludzi lub nawet miliony tylko za
to, że ci zajmowali się czymś, co wg dzisiejszych nie istnieje??
Rozumiecie? Zorganizowanie całego aparatu inkwizycyjno-naukowego,
tysiące ludzi, pism, ksiąg, rozpraw, kronik a wreszcie tysiące szafotów,
stosów i więzień - zorganizowane po to, aby wytępić coś, co rzekomo nie
istnieje...), że nastąpił gwałtowny zwrot w stronę jeszcze bardziej
zaściankowej "nauki" - która absolutnie nie wpuszcza świeżego powietrza
- a zajmuje się tylko ciągłym zaprzeczaniem, że czegoś tam się nie da.
Stęchlizna i smród zaściankowości bijący od ludzi, którzy tworzą
dzisiejszą "naukę" jest dosyć rażący i aż kręci w głowie. Nie można
wykluczyć, że ufonauci celowo chcieli wymordować i dżumą i Inkwizycją
miliony ludzi z jakichś tam swoich powodów (np. w celu spowolnienia
przekazywania prawdy o mitologii i starożytnych "bogach"). Ufonauci
często tak projektują swoje działania, że są one wielorakie i
wielopoziomowe, które w konsekwencji dają ufonautom więcej niż jedną
korzyść.
Fizjonomia Czarownic.
Typowy obraz czarownicy to jak ten z głównego obrazka tej strony.
Dzisiaj w kulturze pop sądzimy, że czarownice (tzn. te, które pochodziły
od ufo, a nie zaś były zmanipulowanymi ziemiankami) były tylko rude,
itp.
To prawda, czarownice (tj. prawdziwe ufonautki) miały haczykowate i
cienkie nosy, zakrzywione brody - tak po prostu wyglądają niektórzy
ufonauci. Nosiły też czarne habity lub peleryny z często spiczastymi
czapkami - to chroniło ich ciało przed wpływem pola magnetycznego na ich
ciało (później ludzie dorobili sobie, że magowie i astrologowie noszą
spiczaste czapy, bo kosmiczna energia polepsza ich percepcję i
inteligencję). Dzisiejsi bracia mnichowie noszą dokładne odwzorowanie
nakryć ufonautów (habity z kapturami). Owszem, czarownice "latały na
miotle" na Łysą Górę. Tyle, że ta "miotła sypiąca iskrami" to
zmodyfikowana komora oscylacyjna, nad którą znajdowało się małe siodełko
i drążek, którego trzymała się "czarownica" - ponieważ jednocześnie
właśnie nosiły one bufoniaste i luźne szaty - tego siedziska nie było
widać, ale w nocy za to doskonale było widać iskrzącą się komorę
oscylacyjną i zarys ostrej czapy chroniącej głowę przez szkodliwym polem
magnetycznym.
Sama twarz ponoć była nieciekawa i brzydka. Ufonautki nie dbały o
wygląd, były niechlujne, po ich domach łaziło robactwo i ogólnie był
syf. Czy cały "image" czarownic był stworzony tylko na potrzeby
ówcześnie pojętego "marketingu" tj. propagandy wokół czarownic, czy też
faktycznie były takie, jak ich wizerunek - to wymaga żmudnych badań, ale
na jednym z obrazów dość dobrze oddano ich wygląd - obraz poniżej.

Tak wg malarza Colina wyglądały czarownice (ufonautki). Przyznają
Państwo, że dosyć niesmaczny, flejtuchowaty i ohydny widok. Spotkać
takie paskudztwo i słuchać skrzeku pomieszanego z piskiem - od razu
przychodzi na myśl spuszczenie delikwentce zdrowego manta (dzisiaj:
oklepanie miski).
Koniec. Temat oczywiście to rzeka-morze faktów i mitów, które należy
rozplątywać. Niniejszy artykuł tylko w minimalnym stopniu opisuje bardzo
ogólnikowo problematykę, która dzieli się z kolei na wiele warstw i
pod-dziedzin. Polecam Państwu książkę dwóch inkwizytorów-naukowców:
Młot na Czarownice - zastanówcie się czytając tę książkę, czy
Inkwizycja i księża pisaliby kilkuset stronicową książkę, która od
naukowej strony (oczywiście wg. ówczesnych standardów nauki) pokazuje
mechanizmy funkcjonowania czarownic oraz, czy faktycznie ówcześni ludzie
zajmowaliby się tylko bzdurami, gdyby nie mieli faktycznych podstaw ku
temu.
10 Listopad 2008

WRÓĆ DO STRONY Z
ARTYKUŁAMI

WRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ
|