|
Po ewidentnym blamażu i "wtopie",
którą zaliczyła Pani Monika Florek-Moskal kilka miesięcy temu we Wprost,
gdzie opętania przez szatana zaliczyła do...chorób psychicznych
(przeczytaj moją odpowiedź na te teorie).
Żeby chociaż uwzględniła do swojego poglądu inne argumenty - niestety,
nieuleczalna choroba, jaką jest sztucznie wykreowany ateizm,
pseudo-racjonalizm, który dotknął nie tylko Panią Florek-Moskal, ale i
wielu innych jest jak komunizm - nie da się go wyleczyć - po prostu
ludzie, którzy popierają takie bzdury muszą umrzeć naturalnie. NIE
chciałbym, aby wyszło, że przeszkadza mi personalnie Pani Monika z
Wprost. Nie tędy droga. Rak, który toczy głowy pseudo-racjonalistów
jakoś zawsze skręca ku komunizmowi, ateizmowi, "racjonalizmowi" - ale
tylko takiemu, gdzie można udowadniać sobie to, czego się nie rozumie i
odrzuca.
Lubię Panią Monikę. Bo ona mi daje siłę do tego, aby walczyć z jej
poglądami, które mają tyle wspólnego z racjonalizmem ile ja z Chinami -
no, chyba, że uwzględnimy moje zainteresowanie niezwykłym chińczykiem -
Brucem Lee. Wtedy można nazwać mnie
chińczykiem.
Pani Monice oberwało się od niektórych środowisk, które po prostu wyśmiały
poglądy prezentowane we Wprost. Na pewien czas nie komentowała we Wprost
a jeśli pisała artykuły, to o rzeczach mało istotnych (sądzę, że właśnie
tym się Pani Florek-Moskal powinna na dłuższą metę zajmować). Kiedy
wreszcie w święta, Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok - czyli
pseudo-racjonalny ateizm Pani Moskal uderzył aż w dwóch artykułach
w Świątecznym Wprost
(Nr 51-52 2008).
Psychologia i konstrukcja artykułów pisanych przez Panią Monikę z
Wprost jest wynikową 2 rzeczy: niewyrafinowango i trudno ukrywalnego
przez tę autorkę ateizmu, oraz zapraszania do swoich artykułów tylko
takich autorów, naukowców - którzy utwierdzą ją i uspokoją w jej
przekonaniu o nieistnieniu Boga i innych "tajemniczych" spraw.
Krótko mówiąc: prezentuje tylko te poglądy i tych autorów - które
podpierają jej światopogląd. Z drugiej strony - inni też robią to samo -
a jednak nie tak nachalnie, jak Pani Monika.
I właśnie w ten sposób owa Pani konstruuje swoje artykuły. Kiedy
pisała o tym, że opętania nie istnieją, aby podeprzeć swój światopogląd,
Pani Moskal biegała po wywiady ze swoimi stałymi partnerami do rozmowy.
Po prostu ma swoich stałych współpracowników w Polsce, zwanych nie
wiedzieć czemu naukowcami, którzy odpowiadają jej na zadane pytania
dokładnie tak, jak oczekuje tego Pani Monika - no i gra.
Co zrobić, aby mój światopogląd nie upadł?
Trudne? Nie. Wystarczy po prostu pójść do takiego naukowca,
profesora, teologa, który potwierdzi moje przypuszczenia i wątpliwości -
bo nie daj Boże pójść do takiego, który obali moje przypuszczenia -
wtedy cały kruchy i oparty na złych fundamentach światopogląd musiałby
upaść... a to się nikomu nie uśmiecha.
Na pierwszy ogień więc pierwszy
gość Pani Moniki: Richard Dawkins, autor książki "Bóg urojony" (to już
musi dać Czytelnikowi do zrozumienia, jakim szacunkiem autor takiej
książki darzy ludzi i wszechświat - dla którego Bóg jest urojeniem - po
prostu delikatnie mówiąc, mam coś nie tak z kepele, bo twierdzę, że Bóg
faktycznie istnieje).
Pan Dawkins pisze o sobie w owym wywiadzie: "kulturowo jestem
chrześcijaninem. W zasadzie jestem postchrześcijańskim ateistą".
Ryłem ze śmiechu w poduszkę przez parę minut. Jezu i to pisze
profesor??? Jak można być chrześcijaninem a potem dla potrzeb własnego
pseudo-racjonalizmu wymyślić hasło "post-chrześcijański ateista"???
Ateista chrześcijański? To tak jak brazylisjki neandertalczyk :). Albo
ćpun nienarkotyzujący się. Boże - i to trzeba mieć tytuł profesora, aby
dla własnego światopoglądu wymyślać nowe, słownikowe hasła, żeby ukryć
własną ignorancję?
Dalej Dawkins lukruje w odpowiedzi na pytanie, że ateiści mają
zdrowe, niezależne umysły: "To prawda. Ateiści nie dają się zwodzić
iluzji, są dojrzali". W życiu nie słyszałem większej bzdury, Panie
Dawkins. Może Pan gdzieś tam dojrzał, ale większość ateistów to ludzie
brutalnych, złych i niemoralnych poglądach: liberalizmu, którzy niszczy
biedotę, lewactwa i wściekłego ateizmu, który rzekomo "wolny" od
religijnej propagandy sam stał się religią! Właśnie dzisiejsi
ateiści to ludzie, którym wepchnięto niewiarygodny kit, że Boga nie ma -
właśnie to oni dali się zmanipulować takiemu poglądowi. Co fakt to fakt,
że religie "święte nie są" - i często popularyzują bzdury - ale to nie
Bóg opuścił świat - tylko świat Boga. To właśnie tacy ludzie jak Dawkins
wyrzucając Boga z serca i umysłu - zastąpili go nowym bogiem - ślepym
ateizmem, który stał się alternatywą dla zdziwaczałych zielonych,
komuchów, liberałów i bandytów dyktatur, którzy usprawiedliwiając swoje
niemoralne życia i zbrodnie wmuszają w siebie przekonanie o nieistnieniu
Boga.
Następne pytanie Pani Moniki: "Pan też czyta Biblię".
Odpowiedź: "Tak, często do niej sięgam. Ja traktuję Biblię jako
fikcję".
Jestem w jeszcze większym szoku. Jak ktoś, kto twierdzi, że jest
ateistą, często sięga po Biblię i twierdzi, że ona jest fikcją? To po co
sięga? Może dlatego, że w głębi duszy nie bardzo wie dzisiaj, jak wyjść
ze swojego ateizmu, ponieważ coraz więcej naukowców jest skłonnych
przypuszczać, że Bóg jednak istnieje? Potwierdzają to badania tzw.
ciemnej materii i energii próżni (po wypompowywaniu wszystkiego zostaje
jednak coś - olbrzymia energia, jakaś moc, jakiej nie potrafią zbadać
naukowcy). Podpowiem Panu, jaka to moc: Zaczyna się na literę B... - i
nie są to orzechy włoskie ;).
Dalej Biblia i jej znajomość przez Pana Dawkinsa, który ponoć często
po nią sięga: "jak można mówić o miłości [w Biblii - przyp. Dominik]
w wypadku Boga tak okrutnego, że skazuje swojego syna na cierpienie i
śmierć".
Widać i ja i Pan Dawkins mamy 2 różne Biblie, bo wyraźnie Jezus
akceptuje te cierpienia - chociaż w Ogrójcu prosi Boga, "jeśli możesz,
odsuń ten kielich goryczy" (czy coś podobnego). Jezus kilkakrotnie
wcześniej mówił, że będzie skazany na śmierć - widocznie znał swoją
przyszłość i świadomie ją wybrał - Pan Dawkins ma tutaj umysł
zwichrowany przez zbyt wiele ateistycznych wykładów, które
przeprowadził. Trudno, ma prawo. A ja mam prawo się z nim nie zgadzać.
Wg Pana Dawkinsa jesteśmy przerośniętymi małpami i zwierzętami
obdarowane przez "naturę" wyjątkowo dużymi mózgami.
Więc Pan Dawkins jest co najmniej w 65 % bananem - bo właśnie tyle
genów banana posiada w sobie człowiek. A że małpa lubi banany, więc
pasuje to do Dawkinsa. Prof. Dawkins nie uznaje miłości, ale wierzy, że
ona istnieje. A jeśli istnieje, to da się ją wytłumaczyć za pomocą
procesów biologicznych w mózgu.
Idealnie pasuje to Pani Monice Florek-Moskal. Cóż za dobór adwersarzy
i klakierów do własnego światopoglądu. No jak w "mordę strzelił".
Tu w jednym się zgadzamy: że obydwaj jesteśmy przekonani do tego, że
takie byty, jak religie wyginą śmiercią naturalną. Ale wpierw, Panie
Dawkins życzyłbym wszystkim, aby mordercza pseudo-nauka wyginęła
szybciej. Bo macie na swoim sumieniu więcej ludzi, niż wszystkie religie
razem wzięte. Już dawno byłyby rozwiązane problemy ludzkości, gdyby nie
to, co Pan nazywa nauką. Tak nie może wyglądać nauka.
Richard Dawkins wydaje w 2009 roku książkę: "opisuję w niej dowody
na istnienie ewolucji, które mogą szokować, szczególnie osoby religijne".
Po tym wywiadzie, w którym objawił ów prof. swoje poglądy - po prostu
aż trzęsę porami :). Aż się boję czytać takich gniotów - chociaż nie
zakładam z góry, że to będzie gniot - ale czego się spodziewać po
człowieku, który twierdzi, że Boga nie ma, jest ateistą - ale wychowany
w chrześcijańskiej kulturze. Odrzuca istnienie miłości, ale wierzy, że
ona gdzieś tam istnieje? Zaślepił siebie na fakty - i filtruje tylko to,
co zaprogramował?
Nie oznacza to, że wszystkie poglądy prof. Dawkinsa są niesłuszne.
Każdy myślący człowiek zauważa błędy, wypaczenia religii. Też nie chcę,
aby religia była tematem, którego poruszać nie wolno bo coś tam. Należy
i to jak najbardziej. Tyle, że prof. Dawkins dał się ponieść w młodości
tak, jak to młodzi ludzie: jedni z nienawiści do religii wpadają do
sekt, inni w inne religie - a niektórzy zostają elementem najgorszym:
wpadają w sidła pseudo-nauki, która stała się nową, ateistyczną, opartą
na dogmacie nieomylności nauki religią, która posiadają rozbudowane
katedry akademickie i uniwersytety, staje się filarem i bastionem coraz
większego ateizmu, który "jakoś tak przypadkiem" z uwielbieniem wyznają
wszyscy, którzy prowadzą się niemoralnie, którzy niemoralnie rządzą - bo
jakież wytłumaczenie znalazłoby w ich oczach ta okrutność, którą raczą
nasz świat - gdyby w sobie nie zabili istnienia Boga?
A ja religii jako tworu ludzkiego też w pełni nie akceptuję, ale to
nie powód, abym odrzucał tak oczywiste istnienie wszechświatowego
intelektu - Boga.
Dalszy artykuł Pani Florek-Moskal: W co
wierzą uczeni - i tutaj też Pani Florek Moskal zaprosiła
takich, którzy pasują do jej światopoglądu (dziwne, naprawdę
dziwne...nie ma tutaj pana doktora Heitzmana, który jest naczelnym
gościem prawie każdego artykułu, w którym pisze się o "racjonaliźmie" i
ateiźmie Pani Moskal). Ale ma prawo. W końcu to jej światopogląd.
Co ciekawe, w tym samym wydaniu Wprost pojawiają się pierwsze
przesłanki, że człowiek może pochodzić od wieloryba lub delfina - ale
Pan Dawkins i Pani Florek-Moskal w obronie Darwina będą nawet pikiety
urządzać z hasłami: "Wszyscy lewacy, anarchiści, zieloni, pederaści,
sodomici, liberałowie - stańmy murem za Darwinem i jego małpami -
pochodzeniu od wieloryba mówmy stanowcze NIE".
Kiedy ponad dwa lata temu taka hipoteza została wysunięta m.in. przez
prof. Jana Pająka (że możemy pochodzić od wieloryba właśnie) została
wyśmiana. Oj, jeszcze długo się będą z niej wyśmiewać.
Prof. Steve Pinker i George Dyson zostali zapytani o umysł i historię
ludzkiego języka, więc nie będę się do tych wypowiedzi odnosił.
Znacznie ciekawsze są poglądy o wszechświat, kosmos. I tak na
pierwszy ogień odpowiedział na owe pytania dr Stanisław Bajtlik
(Centrum Astronomiczne PAN) i prof. Łukasz Turski (Centrum Fizyki
Teoretycznej).
Dr Bajtlik mówi o tym, że wierzy w istnienie wszechświata
równoległego. Co prawda, jak sam stwierdza, nikt nie pokusi się o
doświadczenie w tym zakresie, bo nikt nie wie, jak je przeprowadzić.
A to tak boli, kiedy pod ręką jest Koncept Dipolarnej Grawitacji,
gdzie bardzo wiele rzeczy można wyjaśnić - ale naukowcy wolą nawet
wierzyć w coś, co nie istnieje, niż przyznać się do błędu i przeprosić
prof. Jana Pająka - że miał rację. Będą nawet wierzyć we wszechświaty
równoległe - byle nie KDG. Ale przynajmniej już widać postęp w myśleniu
naukowców - postęp w tym, że już tak kurczowo nie trzymają się jednej
teorii, że dopuszczają, że jednak coś tam jest.
Prof. Turski mówi, że wierzy w życie na bazie krzemu (ależ i owszem,
Panie profesorze, mówi o tym wywiad, jaki zrobiłem z uprowadzonym na
planetę Nea Andrzejem Domałą - mówi on w tym
wywiadzie, że widział życie i elektronikę opartą o krzem). Ale już
zaraz znowu wychodzi typowa ignorancja naukowca: "Życie oparte na chemii
węgla nigdy nie opuści Układu Słonecznego".
Panie profesorze, litości kochany. Mamy 21 wiek! Ile to już razy
słyszeliśmy: "nigdy". Że nie istnieje prędkość większa od światła i był
to do niedawna absolutny pewnik absolutnie ignorancyjnej nauki. Ile razy
słyszeliśmy, że nigdy człowiekowi nie uda się zbudować maszyny
latającej. Ile razy słyszeliśmy, że czegoś tam się nie da zrobić, że coś
tam nie istnieje. Granica owego "nigdy" była tyle razy przesuwana, że po
prostu pomimo szczerej chęci do Pana poglądów, proszę Pana o
przemyślenie sprawy. A i jeszcze dodam, że uprowadzony przez ufonautów
na planetę Nea nie widział robota w charakterze krzemu - ale żywego
człowieka połączonego z krzemem - ale nie taką elektroniką, jaką my
znamy - a elektroniką opartą na krzemie w taki sposób, że wydaje się
martwą naturą.
Pomimo, iż dzisiejsza nauka patrzy - a nie widzi, problem nie polega
na pojedynczych badaczach. Problem polega na tym, że odciskają oni
piętno "naukowości" na zwykłych ludziach. A zwykły człowiek nie bardzo
chce badać - on chce mieć na tacy. Już, od razu. Bez wgłębiania się w
szczegóły. Jak zaznaczyłem w mojej nowej książce - konieczna jest zmiana
pokoleniowa i myśleniowa naukowców. Im więcej ludzi stanie po stronie
prawdy - tym szybciej nauka przeprosi się z błędem, który popełnia od
początku swojego istnienia.
Dominik Myrcik
12 stycznia 2009

WRÓĆ DO STRONY Z
ARTYKUŁAMI

WRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ
|