|
Pewnie zastanawiają się Państwo, jaki jest powód, że
postanowiłem napisać artykuł o Michaelu Jacksonie?
Biorąc pod uwagę, że moja strona zajmuje się tematem Boga
(wszechświatowego intelektu), ufo i ufonautów, urządzeń darmowej
energii, telekinezy, jasnowidztwa, może wydawać się dziwne, że podejmuję
temat, który ma mało wspólnego z tematem strony.
Aktualizacja wrzesień 2009. Kiedy pisałem artykuł o
Michaelu Jacksonie - nie spodziewałem się, że trafię niemal w
dziesiątkę. Prasa ujawnia, że Michael miał żal do niektórych członków
rodziny (swojej Matki, za ujawnienie szczegółów z prywatnego życia
Michaela i Janet, która była mu najbliższa sercu, ale która w końcu się
wyprowadziła) - a nie trawił prawie wszystkich: okazuje się, że tak jak
przewidywałem: Michael miał tylko dostarczać pieniędzy do klanu
Jacksonów, uważali go za naiwnego durnia przeświadczonego o wyższych
wartościach, ideach (które zawierał w swoich piosenkach), uważali go za
słabego duchem. Michael nie przebierał w słowach i wytykał cechy
poszczególnych członków rodziny - w towarzystwie ojca nie mógł przebywać
- tak bardzo go nienawidził za krzywdę dzieciństwa.Spróbujmy sobie
wyobrazić, jak osaczony musiał być Michael - rodzina nienawistnych
sępów, adwokaci, prokuratorzy, media (stąd powstała piosenka "Leave Me
Alone" - tzn. "zostawcie mnie") - a to było w latach 80-tych - musimy
sobie tylko wyobrazić, jakie piekło przechodził przez ostatnie 20 lat.
Wszyscy go mieli gdzieś... Jeszcze inne szokujące dane pojawiają się
wraz z 32-godzinnym wywiadem-rzeką jakiego Michael udzielił jakiemuś
rabinowi. Nie tylko trafiłem w dziesiątkę z osobowością Michaela, ale
tak jak podejrzewałem: pomimo pewnej dozy naiwności (że zmieni świat) -
Michael naprawdę wierzył w ludzkie dobro (chociaż nie było mu dane go
zaznać). Nawet był przekonany, że zmieniłby...Adolfa Hitlera! Michael
pokazał wykładnię zła człowieka, ucisk, jakiemu poddawany jest
człowiek! Właśnie takiemu uciskowi był poddany on sam - pewnie dlatego
walczył z takimi zachowaniami. Michael niestety miał także kontakt z ufonautami, którzy źle oddziaływali na jego życie -
wiedziałem o tym od dawna, że w jego otoczeniu pojawił się "magik" -
a w rzeczywistości ufonauta, których zadaniem jest sprowadzanie swoich
"przyjaciół" na błędną drogę i błędny tok rozumowania.
NIE CHCIAŁBYM, aby Państwo odnieśli wrażenie, że skoro
zajmuję się ufo - muszę wszędzie na siłę wepchnąć coś o ufoludkach.
Ufonauci to poważny temat - a o otoczeniu Michaela, że kręcą się tam
nieciekawe typki już wiedziałem za jego życia.
Król Midas, czegokolwiek się dotknął, zamieniało się w złoto -
czegokolwiek zaś dotkną się ufonauci, zamienia się w gówno.
Byłoby nieporozumieniem, gdyby fakt wspomnienia przeze mnie związku
ufo i Michaela rzutował na cały artykuł, mam nadzieję, że tak się nie
stanie. Daję sobie
odciąć moją rękę, że gdyby droga Michaela nie była ustawicznie spychana
na manowce, Michael byłby wielkim ambasadorem przywrócenia natury na
Ziemi, mógłby nawet być czymś w rodzaju "prezydenta na rzecz ratowania
Ziemi". Niestety, ZŁO, które ukręca łeb szczególnie tym, którzy mają
pieniądze, co jest REGUŁĄ - zawsze sprowadza takich ludzi albo do
bankructwa, albo uniemożliwia im działanie, lub kieruje takich ludzi w
schemat lenistwa i bierności intelektualnej - to dlatego światowi
bogacze tylko udają, że pomagają ludzkości, rzucając ochłapy z
lichwiarskiego stołu Mamona. Byłem niemal pewien, że po śmierci
Michaela zaczną się dziać jakieś rzeczy w jego otoczeniu - i aż mi
szczęka opadła, kiedy ewidentnie w domu Michaela pojawiała się istota -
którą okrzyknięto duchem Michaela (proszę poszukać filmu 'ghost Michael
Jackskon' - zapewniam Państwa, że to nie był
duch Michaela, tylko ufonauta, który
szperał po domu Michaela. Ciekawe byłoby wiedzieć czego tam szukali. Czy
może preparowali bądź podrzucali "dowody" - które mają w przyszłości
zdyskredytować Michaela, którego już nikt nie obroni, a co w oczach
ludzi będzie wyglądało na nieciekawą sprawę? Obawiam się właśnie takiego
scenariusza, że pamięć o Michaelu będzie wypaczana na jego niekorzyść.
Ufonauta mówi, że Michael zakończył przyjaźń z nim, bo ten (Ufonauta) chciał
odwieźć Michaela od brania leków i narkotyków. Znając perfidię ufonautów
było dokładnie na odwrót: najpierw wkupiają się w łaski delikwenta aby
poznać jego życie i upodobania - potem sukcesywnie sprowadzają życie
ofiary do cierpienia, ciągle udając przyjaciela. Michael prawdopodobnie
zorientował się o co chodzi i zakończył znajomość z tym człowiekiem. Aczkolwiek NIE
można ignorować stanu emocjonalnego i życiowego Michaela, tj. że Michael
oprócz nienormalnej rodziny, był też jak każdy z Nas pełen wad i
niedoróbek (że tak to ujmę). Nałożenie kilku warstw zła zawsze musi się
w dłuższym okresie czasu zakończyć jakąś tragedią. ==================
Oryginalny arykuł.
A może tak, jak inni
bezczelni ludzie chcę zarobić na śmierci Michaela?
A właśnie, że nie. Było by to dla mnie obrzydliwe, hańbiące i
odrażające żerować na śmierci tego genialnego muzyka i śpiewaka.
Zrobiłbym wtedy to, co wszyscy z Jego otoczenia: jak sępy krążą nad
ciałem, tak wszyscy podtrzymywali Michaela jak kukłę, z której można
zedrzeć pieniądze.
Ten artykuł jest o Nas, dla Nas i o tym, czym staje się pomału
ludzkość - albo właściwie, czym się stała.
Moja strona, to strona o tematach WAŻNYCH dla ludzi z punktu widzenia
rozwoju Nas samych. A temat Michaela Jacksona to poważny, smutny i
bardzo bulwersujący temat - i ponieważ niektórzy nie umieją uszanować
nawet śmierci i zachowują się jak hieny cmentarne - nie mają w sobie
krzty godności i człowieczeństwa, nie zamierzam zostawić na nich
suchej nitki.
Ostatnio zapanowała wśród maluczkich hien moda na potępienie
Michaela Jacksona - ich nie obchodzi, że zmarł tragicznie, że był
samotnym, opuszczonym wśród sępów i hien bezradnym człowiekiem. To nie
ważne, ważne, że można zebrać profity
oskarżając Michaela o pedofilię - bo przecież można zaistnieć w mediach,
żeby ludzie mieli o czym gadać.

CO WYŚCIE MU ZROBILI!
O Michaelu Jacksonie krążyły plotki w różnych odcieniach i
dziedzinach. Jednak dopiero po Jego śmierci dowiadujemy się, że był On
bardzo wrażliwym i zniszczonym człowiekiem. Dowiadujemy się, w jak
patologicznej rodzinie żył Michael i ukazuje się Nam wręcz modelowy
przykład zezwierzęconych, ogarniętych manią pieniędzy hien. Michael
Jackson nie był synem (dla ojca) i dla najbliższego otoczenia rodziny -
był dla nich maszynką do zarabiania pieniędzy.
Jednocześnie biorąc w obronę zmarłego, nad którym ciało jeszcze nie
wystygło, a nad którym parę godzin po śmierci wieszano psy i już czuło
się zezwierzęcone napięcie w ich oczach: "ile jeszcze zarobimy na
Michaelu" i "jak wycisnąć pieniądze z martwego Michaela". Są jeszcze
tacy, którzy twierdzą, że zadłużony po uszy Michael (na ponad 400
milionów dolarów) zarobi dla tych hien więcej pieniędzy po śmierci,
dlatego niektórzy, jak ojciec Michaela zacierają ręce i tuż po śmierci
ogłosił w telewizji że...otwiera studio nagrań.
Okazuje się, że poziomu patologii nie domyślał się nikt z
ludzi żyjących na zewnątrz rancza Neverland (a wcześniej w rodzinnym
domu). Patologiczny ojciec,
patologiczni i bierni bracia i siostry (nikt nie reagował na dewiacyjne
i katorżnicze zachowania ojca, który katował Michaela jako dziecko m.in.
bijąc po genitaliach i zmuszając do wielogodzinnych ćwiczeń). Ojciec
Michaela pozbawił małego chłopczyka dzieciństwa i skrzywił go
psychicznie, tworząc mentalnego fankensteina, który był
zlepkiem mężczyzny, dziecka i fantazji o kruchej psychice.
Na niewyobrażalny poziom patologii wskazuje zachowanie rodziny po
śmierci Michaela - uruchomienie maszynki do robienia pieniędzy, powolne
wyciąganie brudów i tajemnic Michaela. I to się dopiero zaczęło i będzie
trwało długie miesiące, jeśli nie lata.
Skrupułów tam nie ma nikt, od służby, ochrony, po lekarzy i rodzinę.
Teraz wszyscy będą wyprzedawać prywatność zmarłego Michaela. Pojawiają
się teraz ludzie, którzy chcą wydać książkę, że niby Jackson był
homoseksualistą. Najgorsze jest to, że właściwie po jego śmierci można
zacząć wymyślać wierutne bzdury wielkiego formatu, kiedy zmarły nie ma
jak się bronić - bo przecież nie miał przyjaciół i oparcia nawet
wśród najbliższej rodziny.
Muzyka Michaela!
Jednym się podoba, jednym nie i to jest zrozumiałe - są różne gusta.
Mnie osobiście bardzo się podoba - chociaż NIE byłem fanem Michaela w
zrozumieniu człowieka zafascynowanego jakimś wykonawcą - ale od śmierci
Michaela stałem się jego fanem (nie można biernie patrzeć, jak hieny
show biznesu rozszarpują ciało i godność człowieka chorego i poniżonego
przez życie). Dlaczego jednak tak jest, że olbrzymia większość tych,
którzy teraz oskarżają nieżyjącego Michaela to "akurat" ci, którym się
nie podobała jego muzyka? Nie, nie... stałem się uważniejszym słuchaczem
Michaela i bardziej doceniam Jego twórczość wcale nie z poczucia
litości. Chcę bowiem poznać co miał Nam do przekazania ten ważny
człowiek dla ludzkości (otwarł Amerykę na murzynów, zmienił bieg muzyki,
stworzył nową jakość).
Ale nie o typie muzyki - tylko o przesłaniu Michaela: proszę sobie
odtworzyć niektóre piosenki Michaela ("Your Not Alone", "Will You Be
There", "Heal the World", "They don't really care about us") - dopiero
teraz zrozumieliśmy, jak bardzo potrzebował ten człowiek pomocy, jak
wzywał o pomoc. Kiedy słuchamy Your Not Alone, Michael niby śpiewa o
kimś, komu On udzieli pomocy, kto nie będzie sam, bo On się nim
zaopiekuje - przecież to był krzyk rozpaczy, bo to chodziło o Jego
samego! Dodatkowo przesłuchajmy przesłania Black or White.
Michael miał na punkcie wybielenia skóry obsesję - mówi się, że
wybielał się nie tylko dlatego, że biali w Ameryce szykanowali i
blokowali czarnych mieszkańców USA - ale ponoć chciał wyglądać zupełnie
inaczej niż znienawidzony ojciec. Nie chciał mieć takiego koloru skóry i
kształtu nosa, by nie patrzeć w lustro i widzieć swojego oprawcę.
W muzyce zawarł przekaz swojego życia, jak zresztą większość gwiazd
muzyki. Kiedy jednak dzisiaj widzimy patologię, jaka otaczała Michaela,
a szczególnie brak prawdziwego przyjaciela i pomocnej dłoni -
słowa nabierają szczególnego znaczenia.
Nie żerujmy na próżnej litości i krokodylich łzach, ale wyobraźmy
sobie, jak to jest możliwe i jak może się czuć człowiek, którego
określano mianem Króla Popu, który miał miliardy, a którego
systematycznie niszczono i traktowano jak żywą skarbonkę - wszyscy sobie
myślą, jaki to jesteś wspaniały, jakie masz cudowne życie, dostatnie - a
okazuje się, że Michael był lekomanem, miał skrzywienia seksualne, był
niedorozwinięty emocjonalnie, był samotny, opuszczony. Samotny w
posiadłości za miliony dolarów. Na dodatek w ostatnich latach
uzależniony od służby, schorowany niemal w stanie agonalnym.
Oskarżony dziwak!
Niestety, wiele wskazuje na to, że Michael był pedofilem. Nie
wyobrażam sobie, że Michael płacił gigantyczne, milionowe odszkodowania
komuś, kto go bezpodstawnie oczernił. Otaczanie się dziećmi, zapraszanie
ich na swoje ranczo oczywiście budzi podejrzenia i jest nienaturalnym
stanem rzeczy. Pedofilia jest odrażająca.
Jedyne, co w tej sytuacji możemy pomyśleć to fakt, że ów stan był
najprawdopodobniej wywołany traumą z dzieciństwa. Zrozumieć powody TAK -
przy jednoczesnym NIE dla dewiacyjnych zachowań. To się właśnie dzieje z
ludźmi, którzy odczuwając tyranię, pozbawieni kręgosłupa moralnego,
mając talent, sławę, pieniądze jednocześnie stają się, jak powiedziałem
mentalnymi frankensteinami. Poskładani ze zlepka uczuć, osaczeni - po
prostu dziwaczeją.
Michael to idealny przykład wręcz encyklopedyczny, kiedy niezwykła,
wybuchowa i szkodliwa dla psychiki mieszanka spotyka się w jednym ciele
i umyśle: poniżanie rasowe Murzynów (i chęć jednoczenia muzyką
oraz wybielaniem skóry przez Michaela), skrzywiona psychika
dzieciństwa przez despotycznego ojca (i chęć posiadania dzieciństwa
oraz fascynacja dziećmi w starszym wieku, co przekształciło się w
zachowania pedofilskie), otoczenie przez hieny i zdzierców (brak
prawdziwego wsparcia od rodziny i najbliższych, poczucie ciągłego
zagrożenia), izolowanie się od społeczeństwa w Neverland i stopniowe
dziwaczenie, brak jakiejkolwiek pomocy od kogokolwiek,
postępująca twarda lekomania - uzależnienie od leków, inne dziwactwa
Michaela.
Ciało Michaela odnaleziono przytulające się do porcelanowej lalki
(pacynki). Pokój Michaela przypominał ponoć wysypisko śmieci, gdzie
wśród zabawek, strzykawek i ciuchów walały się osobiste rzeczy Michaela.
Ten człowiek drastycznie potrzebował pomocy
sztabu specjalistów, psychiatrów, fizjoterapeutów - ale
oszołomionym lekami dziwakiem łatwiej jest kontrolować i rządzić,
wszystkim najwidoczniej to było na rękę.
Szubrawcy!
Obłudnicy!
Zawsze szanowałem Pawła Kukiza za niezależność wypowiedzi i dobry
dystans do siebie i show-biznesu w Polsce, który przypomina
(show-biznes) raczej zaściankowy rynsztok samozwańczych zaściankowych i
pełnych kompleksu gwiazdek zza Buga, niż profesjonalny sztab ludzi,
którzy wiedzą, co robią.
Mając zdrowy osąd powyższego, szanowałem P. Kukiza. Niestety, nie
wiem dlaczego akurat Pan Paweł, ale tuż po śmierci próbował odnaleźć się
w polskich mediach wytykając pedofilię Michaelowi nie rozumiejąc, jak to
możliwe że podniósł się taki lament fanów po śmierci Michaela.
Panie Pawle: nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie bronił ohydztwa
dewiacji - ale chyba Pan zapomniał, że Michael to był bardzo chory
człowiek, któremu złamano kręgosłup już jako dziecko. To Go nie
usprawiedliwia, to fakt! Ale to Michael Jackson był królem popu, to jego
podziwiał świat.
I poza tym, Panie Pawle, Michael Jackson pomimo swoich ułomności i
dziwactw pisał piosenki tak głębokie, że Panu się nie śniło. Pan za to
śpiewał piosenki, w których w co drugim zdaniu występowały wyrażenia:
"kurwa, pizda, pierdolić". Naprawdę...jest co
porównywać... I się czym chwalić. Dlaczego Pan nie napisał
listu potępiającego Michaela jak jeszcze żył, tylko po śmierci?
Z kolei Janusz Józefowicz, niewątpliwie zasłużony na polskiej scenie
muzycznej człowiek, teraz, również, co bardzo "odważne" i niezwykle...
"taktowne" po śmierci Michaela mówi, że Michael nie umiał tańczyć, tylko
się obracał w kółko. Tylko że od Michaela Jacksona uczył się cały świat
taneczny układów, że to On zmienił muzykę i taniec, a nie Pan. Jakoś nie
słyszeliśmy, aby Pan potępiał Michaela przed śmiercią. Zabrakło
odwagi? Poza tym nawet gdyby Michael tylko obracał się w kółko, to robił
to po mistrzowsku!
To nie Michael pozwolił swojej ciężarnej żonie tańczyć w 9 miesiącu
ciąży na scenie i narażać ją na niebezpieczeństwo. Tylko Pan.
Łatwo tak widzieć grzechy i błędy u innych - szczególnie jak nie
żyją, tak łatwo wtedy obrzucić błockiem w tabloidach...a nie widzieć
własnych.
Nie potrafimy sobie chyba wyobrazić, co to za patologia toczyła się
wokół Michaela Jacksona, cała ta Jego rodzina strasznie dziwna,
obojętna, traktowali Michaela okrutnie, obojętnie.
Świat obecnie zaczyna przypominać hieny krytykanctwa: każdy
tylko ocenia drugiego człowieka, nic samemu przy tym nie robiąc. W
Polskim internecie aż się roi od chamstwa i krytykowania jednych i
drugich. Jeszcze parędziesiąt lat temu krytykować odważyli się ludzie,
którzy coś mieli do powiedzenia i byli szanowani. Dzisiaj byle kto
porusza tematy, na których kompletnie się nie zna. Przykładem
jaskrawości mojej opinii jest osoba o pseudonimie Sara May, która
dysponując jedynie wydatnym biustem, nie mogąc zaśpiewać jednego
porządnego utworu, zaczęła oceniać i obrażać wszystko i wszystkich.
Wszyscy zaczynają oceniać wszystko i wszystkich, nie mając ku temu
podstaw i samemu nie robiąc nic - fachowcy od pieprzenia od rzeczy i
oceniania - to nowy zawód próżniactwa.
"Byłem w niebie i było mi tam dobrze".
Michael Jackson był kilka razy na skraju śmierci i przeżył NDE.
Powiedział coś w rodzaju, że był w niebie, było mu tam cudownie i że
jest zły, że go odratowano, że oglądać Ziemię z góry to cudowne
przeżycie.
Ta informacja mówi Nam, że Bóg traktuje równo wszystkich i również
Michael'owi uruchomił "program", który odtwarzany jest po śmierci
każdego człowieka.
Michael wcale nie był taki głupi.
Jeśli prawdą są doniesienia, że Michael pomimo długów wydał tajne
rozkazy swojemu prawnikowi finansiście i ulokował olbrzymie pieniądze,
których hieny i sępy nie mogły dostać, biję mu
za to brawo. Ponoć Michael pomimo długów, w tajemnicy przed
rodziną (musiał im strasznie "ufać", skoro NIKT oprócz niego samego i
osobistego prawnika nie wiedział o tajnych kontach i lokatach) lokował
pieniądze na tajnych kontach oraz inwestował, co ponoć przynosiło mu
dochody, które spokojnie czekały na Jego śmierć - a które mają otrzymać
Jego dzieci. Michael zatryumfowałby zza grobu, gdyby owe hieny nie
dostały ani centa. Ale jak to w życiu bywa, gigantyczne pieniądze
potrafią przekupić. Ale ich wykiwał :).
Sprawa wyszła na jaw, kiedy prawnik uregulował zaległe rachunki
posiadłości Neverland, chociaż Michael był po uszy w długach.
Majątek Michaela.
Został oszacowany na 1,3 miliarda dolarów
(aktywa Michaela) czyli: prawa do utworów, które posiada Sony/Epic,
willa Neverland, udziały w spółkach, papierach wartościowych. I tylko o
to wszystkim chodziło, żeby chapnąć jego majątek. Oczywiście można
wykluczyć tutaj zabójstwo w celach przejęcia jego majątku - chociaż jego
osobisty lekarz jak wiemy przyczynił się do jego śmierci, wstrzykując
śmiertelną dawkę środka znieczulającego.
Money, money - jakim trzeba być człowiekiem, żeby mieć w
rodzinie gwiazdę pokroju Michaela i w parę godzin po śmierci sprzedać
mediom zdjęcie pokoju Michaela? Jakim trzeba być ojcem, aby parę dni po
śmierci syna, głównym celem konferencji prasowej była informacja, że
otwiera nowe studio!? Jaką trzeba być matką, żeby nie odseparować
toksycznego ojca od maltretowanego Michaela? Jakimi trzeba być braćmi i
siostrami, aby na fali śmierci własnego brata reklamować się i brylować
w TV? Zapowiadać wydanie książek o Michaelu i pranie własnych brudów na
zewnątrz? Czy ludzie już się zupełnie wyprali z moralności?
===========================================
Nie krępuj się, Michael: wskaż ICH palcem!
Pokaż, którzy to!!!

Wykrzycz swoją bezsilność i złość!

Też ci salutuję, człowieku, któremu zmarnowano
i pozwolono zmarnować życie!

Śmieją się ci, którzy śmieją się ostatni,
prawda Michael?

|