|
Na stronie www.tiesto.com można
odsłuchać nowego albumu Dj Tiesto - Kaleidoscope. Wg mnie Tiesto poszedł
w złym kierunku - niestety...
Jak wiemy, Tiesto jest autorem wielu bardzo popularnych utworów
trance. Tiesto albumem Kaleidoscope zaryzykował. Jakkolwiek sam tytułowy
utwór Kaleidoscope jest nawet całkiem fajny, elektroniczny - pomyślałby
kto, że wprowadza w nowy klimat - tak, ale niestety Tiesto wg mnie jako
wielki artysta uwstecznił się tym albumem i...niestety, ale poszedł w
kierunku komercyjno-odpustowym.
Ta płyta powstała moim zdaniem na rynek Amerykański i Ameryki
Łacińskiej.
Owszem, wiele kawałków Tiesto było komercyjnych - ale zniżyć się
niemal do poziomu Euro-Dance'u mieszanego z wciskanym na siłę rockiem
(Escape Me).
Czy jednak album jest zły? NIE - On po prostu jest niedobry wobec
tego, do czego przyzwyczaił nas Tiesto - inny standard, inna muzyka.
Kaleidoscope jest cukierkowy, odpustowy (owszem, jest parę kawałków
które są ok). Takie albumy wydają początkujący artyści z ambicjami -
wtedy powiedziałbym, że jest to album super! Ale nie mogę tego
powiedzieć w wypadku Dj Tiesto.
Warto posłuchać tego albumu - dla słuchaczy komercji (w takim
kierunku poszedł Tiesto, niesamowite...) on będzie świetny! Ale nie dla
ludzi, którzy poszukiwali czegoś więcej - otrzymaliśmy zmiksowane
niezbyt górnych lotów dance, trance, rock i pop - rozumiem, że to było
zamierzone, że ryzykowne.
Ten album będzie hitem. Utwory
będą na szczytach list przebojów. Bo takie stało się społeczeństwo -
zmusiło artystów takich jak Tiesto do zmiany muzyki - na co najmniej
piętro niżej.
I jak sobie to Tiesto wyobraża? Że będą na jego koncerty przychodziły
lalunie z tipsami i kozaczkami i będą klaskać do jego utworów? Teraz
przerzuci się na disco?
Omówmy poszczególne utwory:
Pierwszy, Kaleidoscope omówiłem - jest fajny, innowacyjny. Drugi z
głosem CC Sheffield (Escapte Me) to może być jako podkład do
filmu o amerykańskich nastolatkach (terenówka tatusia, 2 blondynki i
"wspaniały" film o niczym) - ale nie u Tiesto. Owszem, głos fajny, gitara
też - ale charakterystyczny element Tiesto (taka przygrywka
pim-pi-rim-pi) jest na siłę - poza tym NIE jest innowacyjna, już była u
tylu artystów i u samego Tiesto - utwór zrobiony na siłę, byle jak, bez
wysiłku. Zaledwie poprawny (jak na Tiesto).
Tiesto feat. Kianna - You Are My Diamond - kicz. Jeszcze ten
tytuł "jesteś mym diamentem" - co to jest? Coś jak Tiesto i Doda? To
jest zwykły dance. Na dodatek piosenkarka nie wysila się bo 1/5 utworu
to "oh-oh...oh-oh". Słowa jak u artysty podwórkowego.
Tiesto feat. Sneak Sound System - I will be here -
utwór zrobiony na taśmie produkcyjnej. Bez wyrazu, charakteru. I co z
tego że w profesjonalnym studio? Że wielcy artyści? Wyszło katastrofa.
Użyte hi-haty i sample tandetne. Słyszeliśmy to już setki razy. Sam
vokal całkiem ciekawy - gdyby był inny remix - to byłby świetny utwór.
Tiesto feat. Priscilla Ahn - I Am Strong - Jak do tej pory
najlepszy. Fajny vokal, fajny pomysł na utwór. Spokojny beat - lubię
takie klimaty - taki utwór wśród innych dobrych utworów się uzupełnia -
on ma być dodatkiem - tymczasem mamy tutaj na razie najlepszy kawałek -
on powinien być wisienką na torcie, czymś miłym, przerywnikiem,
oderwaniem od rzeczywistości. Tymczasem to Tiesto się oderwał od
rzeczywistości.
Tiest feat. Cary Brothers - Here on earth - zrobiony na styl
Inpetto/Dedmau5 - skopiowany pomysł na podkład. Vokal fajny, ale znowu
utwór mdły, cukierkowy, bez wyrazu. Utwór ratuje tylko Cary Brothers.
Owszem, miły dla ucha. Ale na Boga - to jest Tiesto - od niego wymaga
się czegoś więcej niż poprawności!
Tiesto feat. Kele Okerere - It's not the things you say - Po
co ten utwór w albumie Tiesto? Owszem, fajny, owszem, fajnie się słucha
- miły męski głos vokalu. Utwór pozbawiony beatu, przez to spokojny. I
to jest Tiesto? Kurczę...
Tiesto - Fresh fruit - A po cukierkowych klimatach nagle
proggresive trance pomieszany z dance'm. Taki utwór to daje się jako coś
awangardowego. Ale...prosty beat, linia melodyczna jakoś
tak...początkujący artysta - owszem. Dałbym pięć. Ale dla Tiesto ledwie
3.
Tiesto feat. Calvin Harris - Znowu to samo - vokal obiecujący,
dobry - ale remix średni. Potencjał był - ale Tiesto się chyba wypalił.
Tiesto feat. Tegan Sara - Feel it in my bones - piosenka
przeznaczona dla amerykańskiej tandety.
Tiesto feat. Nelly Furtado - Who wants to be alone - lepszy
niż poprzednik, nie da się ukryć. Da się słuchać jak się przerzuca stosy
dokumentów - nie nadaje się nigdzie indziej, jak do pubów, gdzie pije
się piwo a w tle coś brzdęka.
Tiesto - LA Ride - tutaj czuć Tiesto. Czuć, że to powstało z
jego myśli, a nie na taśmie produkcyjnej, jak poprzednie utwory. Kwestia
gustu, jednym się spodoba, innym nie. Ale do albumu Tiesto się nadaje -
jednak znowu jako dodatek, a nie początek normalności.
Tiesto - Bend it like you don't care - pierwsza autentyczna
nowość. Nowa linia melodyczna, inny beat, inne sample, potrafi przykuć
uwagę. Utwór trochę "trzęsie" - jest rozedgrany - ale w zalewie
amerykańskiej tandety, jaką Nas zalał Tiesto w poprzednich utworach -
ten wydaje się super.
Tiesto feat. Emily Haines - Knock You Out - amerykańska
wiejska rzeźnia trwa.
Tiesto - Louder Than Boom - znowu stary Tiesto w akcji. Miał
lepsze utwory. Wyjątek od tandety, jaką nam zaserwował. Aczkolwiek nie
ma w tym utworze nic, co by sprawiało, że będę go słuchał. Po prostu
Tiesto poprzednimi utworami tak obniżył swój poziom, że ten wydaje się
dobry.
PODSUMOWANIE:
Widać, że Tiesto albo sam to wymyślił, że pójdzie w kierunku
amerykanizacji muzyki (prawie same wokalne utwory, słodkie, przesłodzone
i jednocześnie nudne i tandetne jak filmy klasy B) - albo podsunęli mu
to specjaliści od marketingu - po prostu taki Tiesto sprzeda się na
rynku Amerykańskim - chodziło o kasę - a nastolatki też go kupią - tylko
o to chodziło. Rynek Europejski to zaledwie parę milionów - amerykański
- to parędziesiąt milionów. Dlatego zatrudnił amerykańskie gwiazdy i
będzie robił zapewne szerokie tournee po USA.
Tiesto spłaszczył swoją muzykę i dorobek tym albumem, sprzedał się
komercji, znaczy pieniądzom. Też tego nie wiedziałem, że w USA ludzie
NIE umieją słuchać muzyki bez słów i wokalu (tak, to jest prawda -
Amerykanie niemal nie słuchają linii melodycznych, dlatego tak słabo tam
sprzedaje się trance). Tiesto więc pocukrował swój album. Oczywiście, że
za parę lat wypuści kolejny, na pewno bardziej trance.
Na pewno wszyscy artyści, Dj-e wiedzą, że On to zrobił dla pieniędzy.
Jeśli ktoś mi powie, że Tjis to zrobił, bo kocha taką muzykę, to nie
uwierzę.
Tiesto pozostanie wielkim artystą i dj-em - pomimo tego celowego
zabiegu komercyjnego z Kaleidoscope. Zarobi na tym albumie dużo
pieniędzy - przecież Rihanna w USA świetnie się słucha - będą tantiemy
za puszczanie muzyki w radio, za odtwarzanie publiczne... - po co grać
na koncertach czy dyskotekach za 20 tysięcy Euro (na przykład, nie znam
zarobków Tiesto) - jak można zarobić troszkę mniej - ale siedzieć w domu
i nie być narażonym na huk i światła (dziwicie się Państwo że o tym
wspominam? Ponoć Tiesto życzy sobie, aby lasery były ustawiane na
koncertach ZA jego plecami, aby go nie raziły w oczy).
Nie ma się co oszukiwać - Tiesto ma już około 37 lat (2009 rok) -
wolał więc zrobić komercyjny album, który połknie większa ilość rynku.
Praca Dj-a takiego formatu jest na pewno męcząca. Tylko, czy akurat
Tiesto musiał zejść o tyle pięter niżej?
|