|
Wyobraź sobie, Czytelniku, że cieszysz się, że po bardzo długim okresie bezrobocia
dostajesz pracę. Po wysłaniu ponad 600 CV tracisz nadzieję na cokolwiek
(niestety, każda osoba mieszkająca poza miastem jest niemal
automatycznie odrzucana przy weryfikacji) - nagle sukces, w końcu do
upragnionej pracy.
Po jednym (!) dniu opanowujesz program komputerowy na tyle, że na drugi
dzień praktycznie samodzielnie wykonujesz pracę. Po tygodniu stopień
zaawansowania jest już w pełni sprawny. Idziesz do pracy z ochotą,
chociaż niszczy wzrok - ale jest praca i (na początku) nie wydaje się
źle.
Potem poznajesz środowisko - z czasem okazuje się, że wcale nie jest tak
różowo. Wspaniali współpracownicy i...szef. Człowiek po podstawówce, z
ledwością ukończył zawodówkę. Wszystko załatwił dzięki "kontaktom"
rodziców. Rozkręcenie firmy, wejście na rynek - jeśli masz "wtyki" -
mnóstwo drzwi staje otworem. Wiesz o tym, ale nie
przeszkadza Ci to zupełnie.
Po kilku miesiącach odchodzi pracownik - dostajesz na swoje barki jego
zadania - a przecież nie wyrabiałeś się ze swoimi! Zaczynasz pracować
minimum po 200 godzin miesięcznie - w biurze! Dowiadujesz się,
Czytelniku, że szef nienawidzi wykształconych bardziej od siebie. Daje
ci o tym znać na każdym kroku - stopniowo wdrażane jest coś, o czym
czyta się tylko w gazetach i słyszy w telewizjach - mobbing. Starasz się
coraz bardziej, bo lubisz tę pracę, pomimo szefa, który wywyższa
wszystkich najgorszych tępaków - a Tobie daje znać, że dzięki Twojemu
wykształceniu On - Twój szef może Cię teraz poniżyć. I robi to
codziennie.
Wykonujesz NIEZWYKLE odpowiedzialną pracę, gdzie przewijają się
tygodniowo dziesiątki, a czasem setki tysięcy złotych - każda pomyłka
może kosztować cię pracę - a już kosztuje nieprzespane noce, olbrzymi -
i co najważniejsze niepotrzebny stres. Zaczynasz pracować po 220 godzin
miesięcznie.
Inni pracownicy Cię lubią i Ty ich też - stanowicie zgrany zespół. Oni
widzą jak szef Cię poniża i że znalazł sobie kozła ofiarnego swojej
pazerności i nieuctwa, obłudy i niczym nieuzasadnionej nienawiści - co szokuje i
oburza nawet współpracowników, którzy próbują Cię bronić - ale sami boją
się o swoje posady, nie mogą więc w otwarty sposób zaprotestować. W
ciągu niespełna 3 miesięcy nauczyłeś się wykonywać zupełnie nowe zawody.
Potrafisz jako-tako dogadać się po angielsku - załatwiasz szefowi
maszyny za granicą. Robisz mu nowe logo firmy, za które nawet NIE
powiedział "dziękuję" - nie mówiąc o zapłacie. A nawet jesteś chwalony
za owo logo przez obcych ludzi przy tym szefie. Ale przez niego samego nie jesteś chwalony za
nic.
Szef codziennie, pasożytniczo wyżywa się na Tobie - chociaż poprzednio
NIE miał tak dobrego pracownika, który wykonywałby i umiałby tyle rzeczy
jednocześnie: rozmawiać po niemiecku i angielsku (na poziomie takim, że
można było dokonywać zakupów za granicą - choć wcześniej ten sam szef
musiał załatwiać i kombinować obce osoby, albo dzwonić do rodziny za
granicą, aby owa rodzina załatwiła to, co Ty jednym telefonem), pracować
w programie graficznym, opanowywać ciągłe problemy z internetem i
komputerami, rozwiązywać drobne problemy, jakie mają inni
współpracownicy pracując na komputerze.
W zamian za Twoje zaangażowanie i umiejętności otrzymujesz: poniżanie,
ciągłe zwiększanie ilości obowiązków (co wymuszało zwiększanie godzin
pracy), straszenie zwolnieniem, wypłatę tak marną, że wszyscy się z
Ciebie śmieją, że za wykonywanie tak odpowiedzialnej pracy i tak
gigantycznej ilości obowiązków, gdzie w innych firmach pracują na to
samo 2-4 osób masz wypłatę rzędu...1600 zł.
Wyobraź sobie, że jesteś wykończony prostackim, chamskim i wprost
niewyobrażalnie pasożytniczym szefem, którego irracjonalne zachowanie
nie da się wytłumaczyć niczym innym jak inteligencją na poziomie
debilizmu społecznego. Kto bowiem zarzyna kurę znoszącą złote jajka? Kto
wykańcza wszechstronnego i sprawnego w pracy pracownika? Zamiast wręcz
przeciwnie - obchodzić się z takim jak z jajkiem bo przynosi zyski i
warto w niego zainwestować, to wysysa się z niego w sposób nienormalny
siły witalne.
Poniża się Ciebie, Czytelniku przy wypłacie, kiedy najgorsze młoty, co
kamieniami rzucały na szkołę, dostają od twojego nie lepiej
wykształconego szefa 2 złote na godzinę podwyżki - ażeby Ciebie poniżyć
szef wszem i wobec ogłasza, że dostaniesz... 50 groszy podwyżki
na godzinę. Jak byś się poczuł? Jak szmata? Jak zero nie warte niczego?
Nie dość, że codziennie jesteś poddawany głupiej, wieśniackej,
prostackiej i co najważniejsze niepotrzebnej presji i stresowi oraz
poniżaniu - to jeszcze szef pokazuje ci w ten sposób, gdzie on ma Twoje
zaangażowanie, pracę, umiejętności, wykształcenie.
Ten sam szef, zamiast ująć pracy, nieustannie dokłada coraz więcej, choć
doskonale wie, że jesteś sam i że wykonujesz i tak pracę za co najmniej
dwie osoby. Kiedy widzisz, że sam zarabia dzięki Tobie setki tysięcy,
zazdrościsz? Nie - przecież to są pieniądze zdobyte dzięki morderczej
pracy jego parobków i niewolników - w tym i Ciebie.
Jesteś w szoku, że tacy małostkowi ludzie jeszcze istnieją i, na przekór
logiki, mają olbrzymie pieniądze dzięki totalnemu, dzikiemu wyzyskowi
drugiego człowieka. Jesteś świadom, że luksusowy samochód szefa - to
krwawica jego ludzi, którymi on pomiata.
I JAK TU WALCZYĆ, myślisz wtedy sobie, o honor Człowieczeństwa,
świata, o to, by być dobrym pracownikiem, skoro niemal w każdej pracy
jesteś wykorzystywany - a teraz, poddany horrorowi cichego,
niewidzialnego gołym okiem mobbingu. I to kto zrobił z Ciebie
niewolnika, myślisz sobie! Obcy? Nie...swój, znajomy, którego znałeś.
Jak On się zmienił? Pieniądze to zrobiły? Głupota? Prymitywizm zawarty w
genach, o którym wcześniej nie miałeś pojęcia?
Coraz bardziej przekonujesz się, że nie warto dać pracodawcy nic
oprócz tego, co żąda - bo cię wyssie jak wampir ofiarę. Najlepiej
powiedzieć, że nic nie umiesz, że jesteś tłumokiem - wtedy niczego nie
będzie od Ciebie żądał.
Czujesz się jak w klatce - musisz codziennie grać głupszego od
szefa a On to wykorzystuje. Żyjesz w XXI wieku - a tutaj zachowanie jak
z sowieckiego kołhozu - wstyd i hańba. Pewnie, myślisz sobie, gdybyś był
atrakcyjną kobietą, szef robiłby uwagi pod Twoim adresem, a kto wie,
może coś więcej.
Wiesz jednak, że nie masz wyjścia, bo nie ma pracy, miotasz się w
sobie - jesteś pod ścianą - jednak coraz większy stres, poniżenie i
coraz większa odpowiedzialność za ogrom niezrozumiałego poniżenia, które
widzą wszyscy pracownicy, za brak umiejętności menedżerskich szefa i
wymuszanie wszystkiego siłą i narzucaniem coraz większej ilości
nieprawdopodobnych zadań w końcu zmusza Cię do wybrania jednej z dróg,
Czytelniku.
Co Ty byś zrobił w takiej sytuacji jak powyższa? Ja wstałem i
wyszedłem - zwolniłem się.
I ludzie, którzy to widzieli i Bóg świadkiem, że w tej sytuacji byłem
absolutnie bez cienia wątpliwości niewinną ofiarą brutalnego,
niesamowitego, haniebnego i niezrozumiałego (bo wykończenie
pracownika, który pracuje za dwóch i poświęca się firmie można nazwać
tylko idiotyzmem, bo czym innym) ataku najczystszej postaci
wyznawania filozofii, która coraz mroczniej wyrzyna się w społeczeństwie
i maltretuje dziesiątki milionów ludzi w Polsce i miliardy na świecie -
tak oto stałem się ofiarą filozofii pasożytnictwa, której wyrazem
był prymitywny, chamski i wynikający z niskiej samooceny mobbing.
Tak oto przeżyłem to, o czym czyta się w gazetach i słucha w
dzienniku telewizyjnym. Wiem, że nie ja jeden. Jednak kiedy patrzy się
na to z boku to nie chce się wierzyć, że tuż za rogiem, że obok człowiek
może dosłownie zmusić drugiego człowieka, aby zwolnił się z pracy - i to
w jaki sposób! Siedzi się w fotelu, myśli o tym i patrzy się na to
wszystko jak na irracjonalną bajkę niemożliwą do zaistnienia.
Człowiek jest w stanie zrozumieć, że są różni ludzie - że czasem
ludzie się nie dopasowują, że czasem mogą zaistnieć czynniki, które
powodują problemy, kłopoty, niezgodności, itd. Kiedy jednak żaden
czynnik negatywny nie zachodzi - nie ma ani jednego powodu dla takiego
zachowania szefa wobec podwładnego, który wykonuje (oprócz księgowej)
najważniejszy fragment pracy w firmie - właściwie jest rdzeniem firmy
(bo generowanie zysku przecież żywi też samego szefa i całą firmę) - to
jedynym logicznym argumentem zmuszenia pracownika do odejścia jest to,
że szef jest ... i tu Czytelnik sam dopisze według uznania. Zrozumiałbym
zatarg, konflikt, nieudacznictwo, nieumiejętność, lenistwo - ale
przynieść firmie czystego zysku netto (tj. po odliczeniu kosztów
pracowników, maszyn) kilkaset tysięcy złotych (trudno oszacować, ale
co najmniej 300 tys. złotych netto w przeciągu ośmiu miesięcy) - i de
facto być zmuszonym do odejścia jest zupełnie niezrozumiałe.
Na szczęście po poprzedniej porażce (ale w kwestii osobistej), która
nieomal zakończyła się dla mnie tragicznie - dosyć znacząco uodporniłem
się na wiele kwestii stąd też uświadomiwszy sobie, jaki człowiek był
moim szefem i do czego był zdolny oraz jakimi konsekwencjami prawnymi i
finansowymi groziło to, do czego ów człowiek zmuszał - wcale nie żałuję
decyzji. I tak od czerwca 2010 pozostaję bez pracy i bez prawa do
zasiłku.
Ale może też jest ktoś, kto zamiast tylko oczekiwać ode mnie
upuszczania swojej krwi i oddawania całego siebie firmie - chociaż raz
włoży we mnie pieniądze i jeszcze bardziej dokształci, pośle na
odpowiednie wysokoprofilowe kursy. No cóż - taka osoba musiałaby mieć
świadomość, że później nakłady zwrócą się z nawiązką. Jak na razie to
wszyscy oczekiwali z mojej strony na udowadnianie, na pracę do granic
wytrzymałości (co zresztą bezsensowne, bo lepiej jest mieć pracownika
wypoczętego i energicznego - ale żeby to wiedzieć, to trzeba mieć
rozwinięty intelekt ponad stan przydomowego drobiu) i przysłowiowe
wypruwanie wnętrzności dla firmy - bez zrozumienia nie ma efektów.
Pocieszające jest, że pomimo ogromu dziadostwa, jednak coraz więcej
przedsiębiorstw (tych wysokiej klasy) zmienia podejście i widzi, że
lepsze traktowanie pracowników daje długofalowo znacznie lepsze efekty.
JEŚLI
JESTEŚ PRACODAWCĄ - WYSTARCZY 2-3 MINUTY NA ZAPOZNANIE SIĘ Z MOIM CV >>>
|