KIM BYŁEM ?   -   KIM JESTEM ?   -   GDZIE ZMIERZAM ?

 Taka sobie historyjka...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

U pewnego "pracodawcy"...

06.08.2010

>Strona główna>Artykuły


 

Wyobraź sobie, Czytelniku, że cieszysz się, że po bardzo długim okresie bezrobocia dostajesz pracę. Po wysłaniu ponad 600 CV tracisz nadzieję na cokolwiek (niestety, każda osoba mieszkająca poza miastem jest niemal automatycznie odrzucana przy weryfikacji) - nagle sukces, w końcu do upragnionej pracy.

Po jednym (!) dniu opanowujesz program komputerowy na tyle, że na drugi dzień praktycznie samodzielnie wykonujesz pracę. Po tygodniu stopień zaawansowania jest już w pełni sprawny. Idziesz do pracy z ochotą, chociaż niszczy wzrok - ale jest praca i (na początku) nie wydaje się źle.

Potem poznajesz środowisko - z czasem okazuje się, że wcale nie jest tak różowo. Wspaniali współpracownicy i...szef. Człowiek po podstawówce, z ledwością ukończył zawodówkę. Wszystko załatwił dzięki "kontaktom" rodziców. Rozkręcenie firmy, wejście na rynek - jeśli masz "wtyki" - mnóstwo drzwi staje otworem. Wiesz o tym, ale nie przeszkadza Ci to zupełnie.

Po kilku miesiącach odchodzi pracownik - dostajesz na swoje barki jego zadania - a przecież nie wyrabiałeś się ze swoimi! Zaczynasz pracować minimum po 200 godzin miesięcznie - w biurze! Dowiadujesz się, Czytelniku, że szef nienawidzi wykształconych bardziej od siebie. Daje ci o tym znać na każdym kroku - stopniowo wdrażane jest coś, o czym czyta się tylko w gazetach i słyszy w telewizjach - mobbing. Starasz się coraz bardziej, bo lubisz tę pracę, pomimo szefa, który wywyższa wszystkich najgorszych tępaków - a Tobie daje znać, że dzięki Twojemu wykształceniu On - Twój szef może Cię teraz poniżyć. I robi to codziennie.

Wykonujesz NIEZWYKLE odpowiedzialną pracę, gdzie przewijają się tygodniowo dziesiątki, a czasem setki tysięcy złotych - każda pomyłka może kosztować cię pracę - a już kosztuje nieprzespane noce, olbrzymi - i co najważniejsze niepotrzebny stres. Zaczynasz pracować po 220 godzin miesięcznie.

Inni pracownicy Cię lubią i Ty ich też - stanowicie zgrany zespół. Oni widzą jak szef Cię poniża i że znalazł sobie kozła ofiarnego swojej pazerności i nieuctwa, obłudy i niczym nieuzasadnionej nienawiści - co szokuje i oburza nawet współpracowników, którzy próbują Cię bronić - ale sami boją się o swoje posady, nie mogą więc w otwarty sposób zaprotestować. W ciągu niespełna 3 miesięcy nauczyłeś się wykonywać zupełnie nowe zawody. Potrafisz jako-tako dogadać się po angielsku - załatwiasz szefowi maszyny za granicą. Robisz mu nowe logo firmy, za które nawet NIE powiedział "dziękuję" - nie mówiąc o zapłacie. A nawet jesteś chwalony za owo logo przez obcych ludzi przy tym szefie. Ale przez niego samego nie jesteś chwalony za nic.

Szef codziennie, pasożytniczo wyżywa się na Tobie - chociaż poprzednio NIE miał tak dobrego pracownika, który wykonywałby i umiałby tyle rzeczy jednocześnie: rozmawiać po niemiecku i angielsku (na poziomie takim, że można było dokonywać zakupów za granicą - choć wcześniej ten sam szef musiał załatwiać i kombinować obce osoby, albo dzwonić do rodziny za granicą, aby owa rodzina załatwiła to, co Ty jednym telefonem), pracować w programie graficznym, opanowywać ciągłe problemy z internetem i komputerami, rozwiązywać drobne problemy, jakie mają inni współpracownicy pracując na komputerze.

W zamian za Twoje zaangażowanie i umiejętności otrzymujesz: poniżanie, ciągłe zwiększanie ilości obowiązków (co wymuszało zwiększanie godzin pracy), straszenie zwolnieniem, wypłatę tak marną, że wszyscy się z Ciebie śmieją, że za wykonywanie tak odpowiedzialnej pracy i tak gigantycznej ilości obowiązków, gdzie w innych firmach pracują na to samo 2-4 osób masz wypłatę rzędu...1600 zł.

Wyobraź sobie, że jesteś wykończony prostackim, chamskim i wprost niewyobrażalnie pasożytniczym szefem, którego irracjonalne zachowanie nie da się wytłumaczyć niczym innym jak inteligencją na poziomie debilizmu społecznego. Kto bowiem zarzyna kurę znoszącą złote jajka? Kto wykańcza wszechstronnego i sprawnego w pracy pracownika? Zamiast wręcz przeciwnie - obchodzić się z takim jak z jajkiem bo przynosi zyski i warto w niego zainwestować, to wysysa się z niego w sposób nienormalny siły witalne.

Poniża się Ciebie, Czytelniku przy wypłacie, kiedy najgorsze młoty, co kamieniami rzucały na szkołę, dostają od twojego nie lepiej wykształconego szefa 2 złote na godzinę podwyżki - ażeby Ciebie poniżyć szef wszem i wobec ogłasza, że dostaniesz... 50 groszy podwyżki na godzinę. Jak byś się poczuł? Jak szmata? Jak zero nie warte niczego? Nie dość, że codziennie jesteś poddawany głupiej, wieśniackej, prostackiej i co najważniejsze niepotrzebnej presji i stresowi oraz poniżaniu - to jeszcze szef pokazuje ci w ten sposób, gdzie on ma Twoje zaangażowanie, pracę, umiejętności, wykształcenie.

Ten sam szef, zamiast ująć pracy, nieustannie dokłada coraz więcej, choć doskonale wie, że jesteś sam i że wykonujesz i tak pracę za co najmniej dwie osoby. Kiedy widzisz, że sam zarabia dzięki Tobie setki tysięcy, zazdrościsz? Nie - przecież to są pieniądze zdobyte dzięki morderczej pracy jego parobków i niewolników - w tym i Ciebie.

Jesteś w szoku, że tacy małostkowi ludzie jeszcze istnieją i, na przekór logiki, mają olbrzymie pieniądze dzięki totalnemu, dzikiemu wyzyskowi drugiego człowieka. Jesteś świadom, że luksusowy samochód szefa - to krwawica jego ludzi, którymi on pomiata.

I JAK TU WALCZYĆ, myślisz wtedy sobie, o honor Człowieczeństwa, świata, o to, by być dobrym pracownikiem, skoro niemal w każdej pracy jesteś wykorzystywany - a teraz, poddany horrorowi cichego, niewidzialnego gołym okiem mobbingu. I to kto zrobił z Ciebie niewolnika, myślisz sobie! Obcy? Nie...swój, znajomy, którego znałeś. Jak On się zmienił? Pieniądze to zrobiły? Głupota? Prymitywizm zawarty w genach, o którym wcześniej nie miałeś pojęcia?

Coraz bardziej przekonujesz się, że nie warto dać pracodawcy nic oprócz tego, co żąda - bo cię wyssie jak wampir ofiarę. Najlepiej powiedzieć, że nic nie umiesz, że jesteś tłumokiem - wtedy niczego nie będzie od Ciebie żądał.

Czujesz się jak w klatce - musisz codziennie grać głupszego od szefa a On to wykorzystuje. Żyjesz w XXI wieku - a tutaj zachowanie jak z sowieckiego kołhozu - wstyd i hańba. Pewnie, myślisz sobie, gdybyś był atrakcyjną kobietą, szef robiłby uwagi pod Twoim adresem, a kto wie, może coś więcej.

Wiesz jednak, że nie masz wyjścia, bo nie ma pracy, miotasz się w sobie - jesteś pod ścianą - jednak coraz większy stres, poniżenie i coraz większa odpowiedzialność za ogrom niezrozumiałego poniżenia, które widzą wszyscy pracownicy, za brak umiejętności menedżerskich szefa i wymuszanie wszystkiego siłą i narzucaniem coraz większej ilości nieprawdopodobnych zadań w końcu zmusza Cię do wybrania jednej z dróg, Czytelniku.

Co Ty byś zrobił w takiej sytuacji jak powyższa? Ja wstałem i wyszedłem - zwolniłem się.

I ludzie, którzy to widzieli i Bóg świadkiem, że w tej sytuacji byłem absolutnie bez cienia wątpliwości niewinną ofiarą brutalnego, niesamowitego, haniebnego i niezrozumiałego (bo wykończenie pracownika, który pracuje za dwóch i poświęca się firmie można nazwać tylko idiotyzmem, bo czym innym) ataku najczystszej postaci wyznawania filozofii, która coraz mroczniej wyrzyna się w społeczeństwie i maltretuje dziesiątki milionów ludzi w Polsce i miliardy na świecie - tak oto stałem się ofiarą filozofii pasożytnictwa, której wyrazem był prymitywny, chamski i wynikający z niskiej samooceny mobbing.

Tak oto przeżyłem to, o czym czyta się w gazetach i słucha w dzienniku telewizyjnym. Wiem, że nie ja jeden. Jednak kiedy patrzy się na to z boku to nie chce się wierzyć, że tuż za rogiem, że obok człowiek może dosłownie zmusić drugiego człowieka, aby zwolnił się z pracy - i to w jaki sposób! Siedzi się w fotelu, myśli o tym i patrzy się na to wszystko jak na irracjonalną bajkę niemożliwą do zaistnienia.

Człowiek jest w stanie zrozumieć, że są różni ludzie - że czasem ludzie się nie dopasowują, że czasem mogą zaistnieć czynniki, które powodują problemy, kłopoty, niezgodności, itd. Kiedy jednak żaden czynnik negatywny nie zachodzi - nie ma ani jednego powodu dla takiego zachowania szefa wobec podwładnego, który wykonuje (oprócz księgowej) najważniejszy fragment pracy w firmie - właściwie jest rdzeniem firmy (bo generowanie zysku przecież żywi też samego szefa i całą firmę) - to jedynym logicznym argumentem zmuszenia pracownika do odejścia jest to, że szef jest ... i tu Czytelnik sam dopisze według uznania. Zrozumiałbym zatarg, konflikt, nieudacznictwo, nieumiejętność, lenistwo - ale przynieść firmie czystego zysku netto (tj. po odliczeniu kosztów pracowników, maszyn) kilkaset tysięcy złotych (trudno oszacować, ale co najmniej 300 tys. złotych netto w przeciągu ośmiu miesięcy) - i de facto być zmuszonym do odejścia jest zupełnie niezrozumiałe.

Na szczęście po poprzedniej porażce (ale w kwestii osobistej), która nieomal zakończyła się dla mnie tragicznie - dosyć znacząco uodporniłem się na wiele kwestii stąd też uświadomiwszy sobie, jaki człowiek był moim szefem i do czego był zdolny oraz jakimi konsekwencjami prawnymi i finansowymi groziło to, do czego ów człowiek zmuszał - wcale nie żałuję decyzji. I tak od czerwca 2010 pozostaję bez pracy i bez prawa do zasiłku.

Ale może też jest ktoś, kto zamiast tylko oczekiwać ode mnie upuszczania swojej krwi i oddawania całego siebie firmie - chociaż raz włoży we mnie pieniądze i jeszcze bardziej dokształci, pośle na odpowiednie wysokoprofilowe kursy. No cóż - taka osoba musiałaby mieć świadomość, że później nakłady zwrócą się z nawiązką. Jak na razie to wszyscy oczekiwali z mojej strony na udowadnianie, na pracę do granic wytrzymałości (co zresztą bezsensowne, bo lepiej jest mieć pracownika wypoczętego i energicznego - ale żeby to wiedzieć, to trzeba mieć rozwinięty intelekt ponad stan przydomowego drobiu) i przysłowiowe wypruwanie wnętrzności dla firmy - bez zrozumienia nie ma efektów.

Pocieszające jest, że pomimo ogromu dziadostwa, jednak coraz więcej przedsiębiorstw (tych wysokiej klasy) zmienia podejście i widzi, że lepsze traktowanie pracowników daje długofalowo znacznie lepsze efekty.

 

JEŚLI JESTEŚ PRACODAWCĄ - WYSTARCZY 2-3 MINUTY NA ZAPOZNANIE SIĘ Z MOIM CV >>>